- Ladniutka...- powiedział szatyn z turkusowymy oczami wstając i podchodząc do mnie. popatrzył mi w oczy, a ja spuściłam głowę nie odzywając się.
- Louis... - ostrzegł go Zayn. Umm więc ten szatyn to Louis...
- No co? - zapytał i zrobił dziwną mine. - podziel się! - powiedział a wszyscy sie uśmiechnęli. Nie jestem rzeczą!
- ile ma lat? - zapytał szatyn z burzą loków na głowie.
- No właśnie.... - popatrzył na mnie Zayn. - ile masz lat? - Zapytał a ja wciąż stałam w miejscu i patrzyłam w ziemię. Po moich plecach przebiegło tysiące dreszczky, kiedy poczułam zimne ręce na mojej brodzie unoszące moją twarz. W pewnym momencie moje tenczówki spotkały tenczówki Zayna.
- Umisz ty w ogóle mówić? - wciąż się nie odezwałam. Boje się...
- Zayna radzę nie ignorować. - Powiedział Louis. Starałam się zainteresować moimi sznurówkami, podeszwami, whatever. Moje buty jeszcze nigdy nie były takie nudne...
- Słyszałaś kolege?! - Zayn podniósł głos i złapał mnie mocno za policzki. Nie odezwałam sie tylko kiwnęłam twierdząco głową. Zaczęłam się cała trząść, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Niall pokaż jej pokój. - Powiedział. Jak na zawołanie blondyn wstał, podszedł do mnie i podał mi rękę. Niepewnie ją złapała i popatrzyłam w oczy Nialla. Ma piękne oczy. Ogólnie jest przystojny... nie za wysoki... w sam raz.... kurwa co ja mówię Zoe ogarnij! Krzyczała moja podswiadomość.
- pozwolisz. - zapytal Niall spoglądając na waliskę. Cóż lekka ona nie była... kiwnęłam głową twierdzaco, a on ja wziął i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy długim korytażem w ciszy. Kiedy doataliśmy się do przedostatniego korytaża przy schodach, po lewej , Niall zamknął drzwi i położył walizkę na fotelu. Pokój był średniej wielkości. Byl w nim taki mały 'balkonik' na którym było łóżko *. Na dole stało biórko z jasnego drewna, koło niego było czarne, skórzane krzesło obrotowe. Ponad to były tam różne szafki i meble z jasnego drewna. 3 ściany były pomlowane na różne odcienie popielatu **. Na czwartej ścianie była kolorowa tapeta przedstawiająca jakies małe, pomarańczowo - czerwono - różowych domków zachodzących na siebie. Wszystko się cudownie komponowało.
- i jak ... podoba sie? - Zapytał a ja kiwnełam głową.
- Niall jestem. - Znów się odezwał.
- Z-Zoe. - Powiedziałam nieśmiało. Wow
- Jednak umiesz mówić. - Powiedział, uśmiechnął się, a w jego policzkach pojawiły sie małe dołeczki. Wyglądał słodko... do tego te idealnie białe zęby przykryte aparatem... STOP!
- Więc.. opowiesz mi cos o sobie? - Zapytał.
- Mam 17 lat... Moja matka nie żyje.. moj ojciec pije... sprzedał mnie.. żeby miec na alkochol... - powiedziałam a po moim policzki spłynęła łza. Niall otarł ją ręką i założył kosmyk włosów za ucho. Zaczerwieniłam się.
- Jesteś piękna. - Powiedział . Zoe nie zakochuj się!!! Zaczęłam znów się trząść...
- Nie... - Powiedziałam i spóściłam głowę. Nie...
- tak. - powiedział i dotknął ręką mój policzek. Po moim ciele po raz setny przebiegły dreszcze.
- Ekhem... - usłyszeliśmy jak ktoś odkżąknął. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy....
***
Rozdział pisany na tablecie, przepraszam za błędy.