środa, 29 stycznia 2014

1.1 Gdyby mama tutaj była...

Dzień jak co dzień. Otworzyłam oczy, kiedy gwałtowny dźwięk mojego budzika rozbrzmiał nieopodal mojego ucha. Otworzyłam delikatnie oczy. Ostre światło promieni słonecznych wdzierało się przez cienkie zasłony. Jak na kwiecień przystało jest wyjątkowo ciepło. Zeszłam na dół. Kiedy przechodziłam przez salon rzuciłam przelotne spojrzenie na ojca. Znowu leżał nachlany na kanapie.Mam tego dość. W całym domu śmierdzi alkoholem. Popatrzyłam na jego twarz. Przypomniały mi się te wszystkie chwilę, kiedy jeszcze tato był normalny. Pamiętam jak miałam ok. 7 lat pojechałam z tatą nad jezioro na ryby. Nie wiem ile bym dała, abym mogła to powtórzyć.
Zacisnęłam na chwilę powieki a z moich oczu popłynęły gorzkie łzy. Chciałabym, żeby mama tutaj była. Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze... Stop! Zoe musisz być silna! Wytarłam łzy rękawem i ruszyłam  stronę pokoju Eda w celu obudzenia go do szkoły. Ed chodził do 1 gimnazjum, już za niedługo do 2. Jejku on tak szybko dorasta. Szkoda tylko, że bez mamy...

- Ed... Kochanie wstawaj... - Powiedziałam szturchając go lekko po boku.
- Okej zaraz wstanę... - Powiedział i przekręcił się na drugi bok. Popatrzyłam na niego jeszcze chwilę po czym wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i weszłam do kuchni. Wzięłam potrzebne składniki i zrobiłam ciasto na naleśniki, które po chwili już smażyły się na patelni. Ed uwielbiał, kiedy mama robiła mu na śniadanie naleśniki.  Wiem, że to nie to samo, ale staram się. Staram się zastąpić mu chociaż w jednej setnej mamę.
- Mmm naleśniki... - Zobaczyłam Eda wchodzącego do kuchni i przecierającego oczy. Uśmiechnęłam się o niego promiennie ukrywając wielki ból.
- Wiem, jak je lubisz. Mama zawsze ci je gotowała, więc pomyślałam... że będzie ci miło kiedy... wiesz. - Powiedziałam, a moje oczy znowu się zaszkliły.

Siedziałam na przeciwko Eda w kuchni. Między nami leżał talerz z naleśnikami. obok niego stał syrop Klonowo - czekoladowy.
- płakałaś. - Powiedział Ed patrząc mi w oczy. - Czemu? - Zapytał po chwili.
- Nie... Nie płakałam. - Powiedziałam i posłałam mu uśmiech. Nie szczery, ale uśmiech.
- Kogo chcesz przekonać? Mnie czy siebie? - Zapytał ironicznie. - Ja widzę, że ty kłamiesz. - Powiedział Grzebiąc widelcem w talerzu.
- Przepraszam. - powiedziałam a po moim policzku spłynęła kolejna łza.
- Hej! Siostra! Nie płacz. - Uśmiechnął się. - C'mon! Where's this smile? - Zapytał  zabawnym głosem a ja się roześmiałam. -Od razu lepiej.
- Może i lepiej, ale jak się nie pośpieszymy będziemy iść na nogach do szkoły! - Powiedziałam i wstałam od stołu. Puste naczynia wsadziłam do zlewu. Potem pozmywam.

Poszłam na górę do pokoju. zaczęłam się zastanawiać, w co się ubiorę. Wyjrzałam na pole. Było pozornie ciepło, ale i tak wezmę długi rękaw. Chcę dzięki temu ukryć wszystkie siniaki oraz blizny, które mam przez ojca, oraz te, które mam przez własną głupotę. Ciesze się, że Ed nie widział moich blizn. Załamałby się. Nie dość, że tata go dobija , mama nie żyje to jeszcze o mnie by się martwił. Ed stał się bardzo emocjonalny po śmierci mamy. Zresztą ja też. Po chwili namysłu wybrałam ciemną bluzę z muszką Mickey, do tego krótkie kolorowe spodenki, wełniana czapka i Air Max'y. Mogłam sobie pozwolić na modny wygląd, bo kuzyni mojej mamy po jej śmierci postanowili ans wesprzeć i kupowali dużo ładnych ciuchów, które nam wysyłali.
To było miłe, ale jednak nie konieczne. Kiedy już wybrałam ciuchy poszłam do łazienki, umyłam zęby, zrobiłam lekki makijaż który zakrywał moje wory pod oczami oraz jakiekolwiek oznaki mojego nieszczęścia. Nie byłam nie wiadomo jak otwartą osobą. Kiedy już ogarnęłam twarz ubrałam się w przygotowane wcześniej ciuchy i wyszłam z łazienki. Do torby powrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy, książki itp. Zeszłam na dół, stanęłam w korytarzu i zawołałam Eda. 
- Młody wychodzimy! - Krzyknęłam. Chwilę później zobaczyłam zbiegającego po schodach młodszego mego brat. Czym prędzej wyszliśmy z domu czekając na pomarańczowy autobus, który punktualnie zjawił się na przystanku koło naszego domu. Wsiadłam do niego, a zaraz za mną Ed. 
- Masz pieniądze na lunch? - Zapytałam brata. 
- Nie. - odpowiedział. 
- Masz. - Powiedziałam dając mu 5 funtów. 
- Dziękuję. - powiedział wysiadając pod gimnazjum. Ja miałam jeszcze kawałek do szkoły.  


 ***

Wiem, że w pierwszym rozdziale się mało dzieje, ale obiecuje, że jak już się akcja rozkręci to będzie grubo XDD
Take Care xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz