sobota, 1 lutego 2014

1.2 Krzyki.

Wysiadłam na przystanku zaraz koło szkoły.  Pod szkołom oczywiście stała grupka dziewczyn, które myślą, że są najlepsze bo mają bogatych tatusiów i tlenione włosy. Oczywiście nie obyło się bez złośliwych komentarzy na temat mój, mojego taty itp. Tylko że mnie nie obchodzi opinia innych. Wiem, że mój tata jest okropny. Podeszłam do mojej szafki, otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej potrzebne rzeczy wkładając je do torby. Popatrzyłam na środkową stronę drzwiczek od mojej szafki. Miałam tak min. Zdjęcie mamy i brata. Schowałam na chwilę twarz w dłoniach. Zamknęłam oczy. Obawiałam się przyszłości. tego, że nigdy nie będę szczęśliwa, że nikt nigdy mnie nie zechce. Podwinęłam lekko rękaw i spojrzałam na moje świeże blizny. 
- hej Zoe! - Wzdrygnęłam się, kiedy usłyszałam głos przyjaciółki. Natychmiast spuściłam rękaw i zatrzasnęłam szybko drzwiczki od szafki.
- Soph! - Powiedziałam przestraszona. - hej. - dodałam po chwili.
- Coś ty taka wystraszona? - Zapytała i zaśmiała się. Jejku ja jej tak zazdroszczę... jej rodzice się kochają, jest piękna, ma idealną sylwetkę. 
- Nie wiem. - Powiedziałam smutno. 
- Ejej nie smutaj. - powiedziała słodko i przytuliła mnie.- Kochanie wiem, że ci trudno, ale uwierz mi. Będzie dobrze. Po każdej burzy musi wyjść słońce. A poza tym nie masz jakoś najgorzej. Wiem, że z tatą ci się nie najlepiej dzieje, ale pomyśl o tym, że twoja mama musi być teraz naprawdę szczęśliwa gdzieś tam w niebie. -
powiedziała co naprawdę podniosło mnie na duchu. Ja po prostu Kocham Sophie. Ona jedyna, poza Edem wie jak mi poprawić humor nawet w najgorszy dzień. Co ja bym bez niej zrobiła?
- Dziękuję. Dziękuję, za wszystko. - powiedziałam, a ona jeszcze szerzej się uśmiechnęła. 
- Co teraz mamy ? - Zapytała wciąż się uśmiechając. 
- Chemię. - Odpowiedziałam. Chwilę później zadzwonił dzwonek. Wspólnie z Sophie udałyśmy się pod klasę nr 24. gdzie miałyśmy chemię. 

- A więc związek chemiczny jest wtedy gdy... - Nauczyciel tłumaczył coś, ale ja i tak wiedziałam, ze nic z tego nie zapamiętam . Słuchałam panią od chemii patrząc tępo w ścianę. JEJKU NIC NIE ROZUMIEM. 
Po równych 45 minutach męki nastało 10 minut odpoczynku dla uczniów i nauczycieli. Lubiłam chodzić do szkoły. Lubiłam spędzać czas poza domem. Mogłam wtedy wyrwać się od tego wszystkiego, co mnie dołuje, a za razem miałam pewność, że Ed także jest bezpieczny. Jego bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze.

Po szkole wróciłam od razu do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg usłyszałam krzyki.
- Nie dam ci tych pieniędzy! Nie przyczynie się do twojej śmierci! - Krzyczał Ed. Czym prędzej pobiegłam do salonu wtulając w siebie brana, na kórego ojciec znowu podniósł rękę. Jednak kiedy osłoniłam go własnym ciałem ja dostałam. Nieszczęśliwym trafem odstałam w głowę. Natychmiast złapałam się za bolące miejsce. Odepchnęłam Eda i kazałam mu iść do swojego pokoju. Widziałam w jego oczach łzy.
- Nie zostawię cię. - powiedział Ed.
- Idź. Do. Swojego. Pokoju. - Powiedziała a on mnie posłuchał.

- Jak ci nie wstyd od dziecka pieniądze wyciągać. - Krzyknęłam. Brzydziłam się ojcem .
- Moje pieniądze! Które zarobiłem! - Krzyknął .
- Ty zarobiłeś? Całe życie mama pracowała, zarabiała na chleb, bo ty chlałeś. Brzydzę się tobą. - Powiedziałam a ojciec mnie uderzył. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Cofnęłam się powoli wciąż na niego patrząc. Jego podkrążone oczy przyprawiają mnie o odruch wymiotni. Tak jak i cały on. Poszłam szybko do małego na górę. Kiedy wchodziłam po schodach słyszałam krzyk mojego ojca.
- Nie chcecie mi dawać pieniędzy to znajdę sposób, żeby je zdobyć. - Nie chciałam go słuchać.

- nic ci nie jest? - Zapytałam wchodząc do pokoju Eda. 
- Mi nie. Ale Zoe... On cie uderzył. Przeze mnie. - Powiedział a po jego policzku spłynęła łza. 
- Nie ważne. Oby tylko tobie się nic nie stało . - Powiedziałam   i przytuliłam się do brata. 

***

YAY XD NIKT NIE CZYTA. NIKT XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz